Strony

wtorek, 21 lipca 2009

na zdrowie!

W maju 2009 bezrobocie wyniosło około 11%, co przelicza się na 1 683 400 bezrobotnych. Wynika z tego, że około 15 000 000 polaków pracuje. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w czerwcu 2009 r. wyniosło 3287,88 zł. Na składkę zdrowotną średnio każdy pracujący przeznaczył więc 255,34 zł miesięcznie i 3064,08 zł rocznie. Wszyscy pracujący wpłacają więc średnio 3 830 100 000 zł miesięcznie do NFZ (prawie 4 mld złotych), +/- 50 mld rocznie. Co z to dostają? Kolejki... niemiłą obsługę... docelowo - ryzyko śmierci.

Gdybym miał lepiej spożytkować te pieniądze, to patrząc po cennikach prywatnych szpitali/przychodni (Luxmed, Medicover itp), zdecydowałbym się pewnie na pakiet który w moim wypadku wynosiłby ok. 250zł, w Medicover jest to np. maksymalny pakiet, zawierający nie tylko bieżące badania, wizyty u specjalistów itd., a również opiekę szpitalną, darmowe szczepionki itd. Zapewne bym go nie wykorzystał, ale teraz też nie skorzystałem jeszcze ze szpitala (i obym nie musiał), a miesiąc w miesiąc dużo większa kwota moich poborów jest odprowadzana do NFZ. Wspomnę tutaj moją ostatnią chorobę, gdzie mając 39 stopni zadzwoniłem do swojego "lekarza domowego". Kobita, zaproponowała mi wizytę na czwartek (był poniedziałek około godziny 12.00), do tego czasu mogłem... hmmm... chorować/umrzeć... "kolejki są Panie!". Gdy zażądałem przyjazdu lekarza domowego (ponoć to przysługuje każdemu), dowiedziałem się, że karetka jest już umówiona w kilka innych miejsc i mogliby przyjechać w środę. Łaskawa Pani poinformowała mnie, iż najszybciej będzie jak podjadę wieczorem do ambulatorium całodobowego czynnego od 19 (całodobowe :) ). Tak też zrobiłem, wydając przy tym 20zł na taksówkę w jedną stronę i 20 w drugą (przy takiej temperaturze ciężko kierować...). 2,5 godziny czekania. Wcześniej oczywiście zostałem potraktowany jak złodziej, kłamca i musiałem podpisać CYROGRAF który głosi: "oświadczam, iż jestem ubezpieczony", bo książeczkę zdrowia miałem niepodbitą (spóźniłem się jakieś 4-5 dni) (pomijam fakt, iż w książeczce mam napisane, iż musi być podbita co 6 msc, a prawo mówi o 1 msc).
Lekarz osłuchał, przebadał, powiedział bym zażył ibuprofen by spadła mi gorączka i poszedł do lekarza domowego. Dobrze, że już wcześniej wpadłem na równie genialny pomysł i wziąłem środki przeciwgorączkowe, bo pewnie odszedłbym z kwitkiem. Zamiast ibuprofenu dostałem więc pyralginę. Gorączka na chwilę spadła. Tak - że kolejnego pięknego zimowego dnia, mogłem już "na chama" udać się do przychodni z nadzieją, że "Pani Doktor" mnie przyjmie "poza kolejką". Oczywiście sytuacja podobna, brak podbitej książeczki (na nic tłumaczenia, iż musiałbym jechać do pracy, a źle się czuje... odpowiedź "a do nas jakoś Pan dojechał" powinna mnie uspokoić, zaproponowałem polubowne podpisanie cyrografu). Udało się! Obszedłem system, poczułem się jak bohater filmu "oszukać przeznaczenie", dostałem się do lekarza 3 dni przed terminem (we wtorek rano zamiast w czwartek wieczorem). Krótki wywiad, tona recept... L4... i tutaj kolejny problem, pani nie mogła wypisać mi L4 wstecz, więc pewnie gdybym skorzystał z jej usług w czwartek straciłbym 3 dni urlopu wypoczynkowego (ciekawe co mają zrobić Ci, których pracodawca nie jest w tej kwestii wyrozumiały). Od razu wychodząc umówiłem się na poniedziałek na 11:30 na "wizytę kontrolną". W poniedziałek byłem o 11, wszedłem o 14:00, Pani się spóźniła godzinę, nie na wszystkich wystarczyło 15 minut. Byłem zdrowy!

Chciałem jeszcze napisać coś o dentyście... z którego w ramach NFZ nie skorzystałem ani razu z obawy o jakość usług i na którego wydałem w tym roku również dość sporą część moich poborów (o ile nie wielokrotność), tylko dlatego, iż liczy się dla mnie jakość.

Ciekawe - dlaczego w demokratycznym Państwie, klient - który płaci miesięczny ryczałt w wysokości około 10% swoich poborów, nie może skorzystać z usług które za to mu się należą w stopniu zadowalającym. Czy biznes na to by pozwolił? Pewnie taka firma nie pociągnęłaby długo. NFZ jednak jest utrzymywany nie tylko przez nas - ludzi pracujących, ale i rząd, gdzie niedobór pieniędzy ciągną ze wspólnego koryta.

0 komentarze: